Gdyby ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że zbuduję stronę o europejskich pociągach, śmiałbym się. Pociągi to było jak dostawałem się z A do B. Nic więcej.
Zmieniło się to w deszczowy wtorek w marcu, gdzieś między Monachium a Weroną. Mój pociąg przesiadkowy był opóźniony o dwie godziny, i spędziłem ten czas w wagonie restauracyjnym ze starym panem z Trydentu, który pracował na kolei od 1972. Opowiedział mi o trasach które już nie istnieją, sypialniach pachnących cedrem, i małej włoskiej stacji gdzie poznał żonę. Gdy przekroczyliśmy przełęcz Brenner, zapełniłem pół notesu.
To była podróż która mnie złamała. Potem zacząłem brać długą drogę do domu. Z Lizbony do Berlina, tylko lądem. Z Helsinek do Aten ze stopem w każdej stolicy która mnie chciała. Nauczyłem się że każdy europejski kraj ma swoją logikę kolejową, swoje dziwactwa, swoje ukryte zakątki. Nauczyłem się że podróż to nie tylko środek — czasem to cały sens.
Najlepsze historie nie są z celów. Są z pociągów.
Ale próba zaplanowania tych podróży to była zupełnie inna historia. Każdy kraj ma swój system rezerwacji. Jedni sprzedają bilety sześć miesięcy wcześniej, inni nie pozwolą zarezerwować dłużej niż 90 dni naprzód. Niektórzy mają dobre angielskie strony. Inni mają menu nieaktualizowane od 2008. Spędzałem całe wieczory porównując posty z forów z 2019, próbując ustalić czy sypialnia Bruksela–Berlin nadal jeździ.
Więc zbudowałem to. Nie jako biznesplan — jako rozwiązanie frustracji. Miejsce gdzie wszystko czego nauczyłem się przez lata jeżdżenia po europejskich szynach siedzi w jednym uporządkowanym, uczciwym, bez ściemy zasobie. Strona do której ktoś powinien był Cię skierować przed pierwszą wielką podróżą.
Czy planujesz swój pierwszy Interrail czy piętnasty nocny pociąg, mam nadzieję że znajdziesz tu coś co pomoże. A jeśli masz własną historię z szyn — napisz mi maila. Wagon restauracyjny tego konkretnego pociągu jest zawsze otwarty.